Podchodzić do
czegoś jak pies do jeża – określenie
to doskonale pasuje do sytuacji. Tytuł, który spiąłby jedną
klamrą wpisy umieszczane na blogu (czyli cyfrowym zeszycie ćwiczeń
do rozwijania kompetencji badacza kultury), zrodził się w głowie
już jakiś czas temu. Więcej trudności przysporzyło podjęcie
wyzwania i rozpoczęcie zmagań z „jeżykiem w klatce”.
Czym jest tajemnicze
stworzenie? Oto opis, który zapewnił mu permanentną sławę –
przynajmniej u naszych czeskich sąsiadów:
„Jeż
w klatce" nie był żadnym zwierzęciem, jakby to można sądzić
według nazwy (...).
Nie, nie było to nic żywego. Nazywano w ten sposób jakąś dziwną
podłużną skrzynkę, mającą na swej powierzchni otwory ciągnące
się z jednego końca skrzynki na drugi. Niektóre z otworów były
nieznacznie węższe od drugich,
inne znowu szersze. Również na każdym z
obu
końców pudełka mieścił się
jeden okrągły otwór. Taki przynajmniej
zachował się opis. Wewnątrz owej dziwnej, zamkniętej hermetycznie
skrzynki umieszczona była metalowa kula pokryta sterczącymi na
wszystkie strony kolcami. Gdy się skrzynkę wzięło do ręki,
poruszała się w niej swobodnie, dzwoniła o nią swoimi kolcami,
nie mogła jednak wydostać się przez wąskie otwory na zewnątrz.
Było to całkowicie wykluczone! A jednak od czasu do czasu kula
wydostawała się ze swojego metalowego więzienia! Cylinder
pozostawał przy tym nieuszkodzony, a kula cała nie rozłamana ani
nie rozłożona na części! Gdy określone kolce kuli skierowano w
kierunku określonych otworów cylindra, nachylając je
i
obracając
pod różnymi kątami, podczas gdy pozostałe kolce wystawały na
chwilę z cylindra przez inne otwory na zewnątrz, udawało się kuli
wyśliznąć na zewnątrz i w taki sam sposób wśliznąć się z
powrotem! Z uwagi na ilość kolców i ilość otworów w pudełku,
oraz na nieograniczone niemal możliwości obrotów gwiazdy w jej
więzieniu, istniały setki tysięcy, a może nawet miliony
rozmaitych pozycji kuli w cylindrze. A spośród tej nieskończonej
liczby możliwych kombinacji jedna tylko była właściwa i
pozwalała
prześliznąć się tam i z powrotem.”
(Jarosław Foglar,
Tajemniczy cylinder,
przekład autoryzowany
Rudolfa Janicka, Wydawnictwo „Śląsk”, 1958, s. 34-35).
Dziś „jeżyka w
klatce” zna większość Czechów, część z nich posiada
łamigłówkę na własność, najczęściej w wersji metalowej, jak
u Jarosława Foglara. Za każdym razem, kiedyodwiedzam znajomych za
południową granicą, próbuję wydobyć kolczastą kulę z klatki.
Udaje się, po setkach obrotów i zmian pozycji jeżyka. Nigdy nie
zdecydowałam się użyć instrukcji dołączonej do łamigłówki,
choć wiem, że z pewnością skróciłoby to czas oswobodzenia jeża
do minimum...
Pora postąpić
odwrotnie – użyć instrukcji dostarczanych przez szeroko
pojętych badaczy kultury, aby
bez (zbyt długiego)
błądzenia, podjąć się próby antropologicznego spojrzenia na
fragmenty (sic!)
rzeczywistości.
Tyle na – być może
mało merytoryczny – początek. A do kwestii „jeżyka w klatce”
jeszcze powrócę.
 |
Kadr z czechosłowackiego serialu "Tajemniczy cylinder". Bohater triumfująco prezentuje łamigłówkę "jeżyk w klatce". Fot. www.mkuh.cz |