czwartek, 30 maja 2013

Jeżyk po raz pierwszy



Podchodzić do czegoś jak pies do jeża – określenie to doskonale pasuje do sytuacji. Tytuł, który spiąłby jedną klamrą wpisy umieszczane na blogu (czyli cyfrowym zeszycie ćwiczeń do rozwijania kompetencji badacza kultury), zrodził się w głowie już jakiś czas temu. Więcej trudności przysporzyło podjęcie wyzwania i rozpoczęcie zmagań z „jeżykiem w klatce”.

Czym jest tajemnicze stworzenie? Oto opis, który zapewnił mu permanentną sławę – przynajmniej u naszych czeskich sąsiadów:

Jeż w klatce" nie był żadnym zwierzęciem, jakby to można sądzić według nazwy (...). Nie, nie było to nic żywego. Nazywano w ten sposób jakąś dziwną podłużną skrzynkę, mającą na swej powierzchni otwory ciągnące się z jednego końca skrzynki na drugi. Niektóre z otworów były nieznacznie węższe od drugich, inne znowu szersze. Również na każdym z obu końców pudełka mieścił się jeden okrągły otwór. Taki przynajmniej zachował się opis. Wewnątrz owej dziwnej, zamkniętej hermetycznie skrzynki umieszczona była metalowa kula pokryta sterczącymi na wszystkie strony kolcami. Gdy się skrzynkę wzięło do ręki, poruszała się w niej swobodnie, dzwoniła o nią swoimi kolcami, nie mogła jednak wydostać się przez wąskie otwory na zewnątrz. Było to całkowicie wykluczone! A jednak od czasu do czasu kula wydostawała się ze swojego metalowego więzienia! Cylinder pozostawał przy tym nieuszkodzony, a kula cała nie rozłamana ani nie rozłożona na części! Gdy określone kolce kuli skierowano w kierunku określonych otworów cylindra, nachylając je i obracając pod różnymi kątami, podczas gdy pozostałe kolce wystawały na chwilę z cylindra przez inne otwory na zewnątrz, udawało się kuli wyśliznąć na zewnątrz i w taki sam sposób wśliznąć się z powrotem! Z uwagi na ilość kolców i ilość otworów w pudełku, oraz na nieograniczone niemal możliwości obrotów gwiazdy w jej więzieniu, istniały setki tysięcy, a może nawet miliony rozmaitych pozycji kuli w cylindrze. A spośród tej nieskończonej liczby możliwych kombinacji jedna tylko była właściwa i pozwalała prześliznąć się tam i z powrotem.”



(Jarosław Foglar, Tajemniczy cylinder, przekład autoryzowany Rudolfa Janicka, Wydawnictwo „Śląsk”, 1958, s. 34-35).

Dziś „jeżyka w klatce” zna większość Czechów, część z nich posiada łamigłówkę na własność, najczęściej w wersji metalowej, jak u Jarosława Foglara. Za każdym razem, kiedyodwiedzam znajomych za południową granicą, próbuję wydobyć kolczastą kulę z klatki. Udaje się, po setkach obrotów i zmian pozycji jeżyka. Nigdy nie zdecydowałam się użyć instrukcji dołączonej do łamigłówki, choć wiem, że z pewnością skróciłoby to czas oswobodzenia jeża do minimum...

Pora postąpić odwrotnie – użyć instrukcji dostarczanych przez szeroko pojętych badaczy kultury, aby bez (zbyt długiego) błądzenia, podjąć się próby antropologicznego spojrzenia na fragmenty (sic!) rzeczywistości.

Tyle na – być może mało merytoryczny – początek. A do kwestii „jeżyka w klatce” jeszcze powrócę. 

Kadr z czechosłowackiego serialu "Tajemniczy cylinder". Bohater triumfująco prezentuje łamigłówkę "jeżyk w klatce".
Fot. www.mkuh.cz





















Brak komentarzy:

Prześlij komentarz