Jeszcze dekadę (a z pewnością dwie) temu, poszukując arcydzieł sztuki ludowej, potencjalny klient udawał się do sklepu Cepelia, lub wyczekiwał lata, kiedy to każde szanujące się miasto organizowało kiermasze i jarmarki rękodzieła. Lalki, bieżniki i wycinanki, wykonane przez twórców działających pod egidą domów kultury i muzeów, były wysyłane i wywożone za granicę jako pożądane suweniry.
Sprawdzając warsztat hafciarki, należało obejrzeć lewą stronę tkaniny, wprawna tkaczka równo zakańczała brzegi samodziałów, a zdobione drewniane łyżki nie miały prawa straszyć wystającymi drzazgami. Gotowe wytwory były efektem mozolnej pracy, opartej na doświadczeniu, w związku z czym klienci (słowa konsumenci unikam świadomie) gotowi byli zapłacić za nie adekwatne sumy pieniędzy.
Dziś twórcy ludowi, zarówno ci szczęśliwie należący do Stowarzyszenia Twórców Ludowych, (a więc nie muszący wnosić tak wysokich opłat za stoiska wystawiennicze), jak i niezrzeszeni, narzekają na brak klientów, lub jedynie wąskie grono koneserów. "Kryzys, panie..." Ale kryzys czego, skoro zewsząd słyszymy, iż kultura ludowa wraca do łask? Co sprawia, że chętniej kupujemy "ludowość" w rosnących jak grzyby po deszczu sklepach internetowych, niż bezpośrednio od twórców?
Zdaje się, iż z pomocą w wyjaśnieniu zagadki znów przyjdzie nam genialny Thomas H. Eriksen. Opisując szybkość, mówi on o wszechobecnych uproszczeniach i efekcie taśmy montażowej - wszystko ma być szybko i łatwo, nawet, jeśli w tym procesie umknie nam precyzja i niepowtarzalność.
Hafty "tradycyjne", proponowane w sklepach z towarami ludowymi (słowo to jest już chyba passe, dziś mówi się ethno), to coraz częściej efekt pracy odpowiednio zaprogramowanych komputerów, a nie ludzkich rąk. W opisach często czytamy, iż materiał to 50% cotton i 50% polyester, nici służące do wyszywania już bez domieszki bawełnianej. Podobnie jest z polyestrowym filcem i wycinankami drukowanymi na papierze kredowym. Produkcja taśmowa, pozwalająca na wykonanie setek egzemplarzy, pozwala na obniżenie kosztów.
Konsumpcja zamiast kontemplacji sprawia, iż nie interesuje nas proces tworzenia, ale efekt. Najlepiej w przystępnej cenie, bo przecież i tak "nie kupujemy tego na całe życie".
Z prac domowych - sobie i innym proponuję dopisać do listy lektur, pachnącą jeszcze drukiem książkę Piotra Korduby Ludowość na sprzedaż.