"Z okna autobusu możesz zobaczyć tęczę. Z okna samochodu - tylko 3 kolory". Naklejki o podobnej treści, przygotowane z okazji obchodów dnia bez samochodu, pojawiły się w 2010 roku na przystankach oraz w środkach komunikacji publicznej w całej Polsce.
Idea zmiany środka komunikacji z auta na autobus czy tramwaj, jest - bez dwóch zdań - godna pochwały. Przyczynia się do zmniejszenia emisji spalin (kiedy myślę o zapachach i dymach, jakie kojarzą się z autobusem, którym dojeżdżam do pracy, sama nie do końca wierzę w to, co piszę), pozwala na drzemkę przed lub po wysiłku (o ile uda nam się wywalczyć przestrzeń dostatecznie dużą, aby stabilnie stać), skupienie się na lekturze, czy wreszcie dostrzeżenie - jak mówi komunikat - cudu natury, jakim jest tęcza.
Teoretycznie wszystko pięknie. Rozpędzony świat narzuca jednak własne zasady. Okna autobusu to dość duża powierzchnia, w dodatku powierzchnia mobilna - czyli mająca szansę zawłaszczyć uwagę ogromnej rzeszy odbiorców. Tym samym staje się miejscem idealnym do zamieszczenia wielkoformatowych reklam. Korzyści, jakie przedsiębiorstwa komunikacji osiągają dzięki wynajęciu idealnych powierzchni reklamowych, na wstępie wygrywają z argumentami pasażerów. Światy wewnątrz i na zewnątrz autobusu odklejają się od siebie. W konsekwencji (tyranii chwili, a jakże!) maleją drastycznie nasze szanse na dojrzenie nie jedynie tęczy, ale nawet przystanku, na którym planowaliśmy wysiąść.
(Nie)przejrzystość szyb w środkach komunikacji to problem rozległy, od Gdańska co najmniej po Bielsko-Białą...
